środa, 27 marca 2013

Nie jara mnie Bednarek




                Moi przyjaciele znają dokładnie moje dość realistyczno-sceptyczne podejście do życia a tym bardziej do muzyki. Każdego zaskoczy, więc to, co chciałbym opisać w tym artykule. A mianowicie postanowiłem nieco przybliżyć wam ostatnie dokonania Kamila Bednarka (numer jeden wśród najbardziej znienawidzonych „rastafarian” w kraju).    
 
                Słucham reggae od bardzo dawna jednak ostatni rok pokazał mi, czym może być prawdziwy muzyczny nałóg. Przesłuchałem terabajty mp3 zawierających dokonania ogromnej wręcz ilości muzyków by w końcu przejść na artystów parających się reggae w naszym pięknym kraju. Moim zdaniem komercyjne zainteresowanie tą muzyką jest to dość paradoksalne zjawisko w Polsce gdyż nasz naród jest niezwykle silnie skażony rasizmem czy też wręcz nacjonalizmem. Wedle naszego mniemania różni się od nas praktycznie każdy, kto nie klnie używając ulubionego „kurwa”, jako przecinka bądź też nie zalewa się radośnie nad talerzem z golonką kolejnym kieliszkiem wódki. Nic bardziej mylnego, wszyscy jesteśmy równi i muzycy reggae począwszy już od Boba Marleya starają się nam ten fakt przekazać. Słoneczne rytmy w Polsce też mogą być zjadliwe i niekoniecznie trzeba być czarnym by stworzyć dobre ragga czy dancehall, co udowodnił mi ostatnio rzeczony Bednarek. 


                Co wiemy o naszym pociesznym rastafarianie? Urodził się on 10 maja 1991 roku (łolaboga z mojego rocznika on jest jezuścicku!) w Brzegu. Jego dzieciństwo na obecnym etapie kariery jest niczym pusta paczka po parówkach, dlatego też odrzućmy je na bok do śmieci zajmując się jego aktywnością muzyczną. Zabawę z reggae Kamil rozpoczął z zespołem Star Guard Muffin w 2008 roku. W ciągu całej swojej kariery kapela wydała jedną płytę w 2010 roku zatytułowaną „Szanuj”.  Abstrahując muszę zaznaczyć, iż raczej przyczyniło się do tego wystąpienie młodego Bednarka w programie Mam Talent gdzie doszedł do finałów by odpaść na samym końcu ustępując miejsca małej dziewczynce (Słodkie prawda?). W sumie to cieszy mnie to, że wówczas nie wygrał gdyż do dzisiaj nie mogę mu wybaczyć zgwałcenia hitu Claptona „Tears in Heaven”. Wszystko można zrozumieć, ale piosenkę dedykowaną zmarłemu tragicznie dziecku należy zostawić a już na pewno nie przerabiać jej na reggae. Na szczęście nie uświadczyliśmy tego nieudanego coveru na płycie SGM. Reasumując należy wymienić jeszcze 2 EPKi zespołu zatytułowane „Ziemia Obiecana” i „Jamaican Trip”. Bednarek rozpoczął solową karierę w 2012 roku definitywnie rozwiązując działalność SGM. 


                Co już zdążyłem okazać - nigdy nie podobały mi się jego wcześniejsze dokonania Kamila ani jego zespołu. Nagrania w świetle innych znanych wykonawców (Eastwest Rockers, NDK czy nawet Vavamuffin) były jedynie poprawne i raczej nie słuchałem ich z przyjemnością. Jakże, więc wielkie było moje zdumienie (zadziwienie? Konsternacja?) gdy wpadłem ostatnio na płytkę „Jestem…” stanowiącą pierwszy album studyjny w życiu Bednarka jak także jego wielki sukces. Chryste jak ten chłopak dorósł w ciągu ostatniego roku! Każda piosenka, którą przygotował utrzymana jest w duchu rasowego reggae i co ważne wokal Kamila uległ wielkiej zmianie miejscami upodobniając się do tuzów takich jak Capleton (charakterystyczna chrypka). Kawałki takie jak „Think about Tomorrow” czy „Cisza” stanowią doskonałą ucztę dla fanów spokojnej muzyki umożliwiającej szybki chillout.  Co ważne pozbawione są tej dozy dziecięcej trywialności, jaką nacechowane były wcześniejsze wydawnictwa piosenkarza z zespołem.



 Myślę, że mogę, więc polecić „Jestem…” każdemu (nie tylko rozwrzeszczanym nastolatkom słuchającym Bednarka dla doznań seksualnych w zaciszu domowym). Chłopak rozwija się i mimo nadmiernego hejtu, który krąży wokół jego osoby na pewno zasługuje na szacunek. Nie spoczął na laurach za szybko i ćwiczy… ćwiczy… ćwiczy…! By nie zawieść nas odbiorców. Więc mimo to, iż w naszym kraju nienawiść rośnie wprost proporcjonalnie do kompleksów posłuchajmy spokojnego reggae, jakie serwuje nam Bednarek. Może jego płyta zapoczątkuje nowe zainteresowania i miłość do tej muzyki? Warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz