Chcąc
uniknąć monotematyczności na moim blogu postanowiłem opisać jednego z moich
ulubionych „raperów”. Czemu umieściłem tą nazwę w cudzysłowie? Zrobiłem to,
ponieważ bohaterem mojego tekstu nie będzie typowy „hiphopowiec”, lecz artysta.
Mowa tu oczywiście o Łukaszu L.U.C Rostkowskim. Urodził się on w 1981 roku w
Zielonej Górze. Obecnie jest on dość znanym (w niektórych kręgach) beatboxerem,
reżyserem, raperem jak również producentem muzycznym. Pomińmy jednak młodość
L.U.C.a kierując się głównie ku jego dokonaniom na rynku.
Początkiem jego
komercyjnej kariery było założenie wraz z Bartłomiejem „Spaso” Spasowskim
zespołu o nazwie „Kanał Audytywny” w 2003 roku. Początki mieli niezwykle trudne
jednak już rok później udało im się zagrać pierwszy koncert jak również wydać
swój nielegal zatytułowany Spasoasekuracja. Moim zdaniem była to mała rewolucja
gdyż ich twórczość w dobie popularnego dzisiaj nurtu „gangsta” odznaczała się
głębokimi, inteligentnymi tekstami, nad którymi trzeba było przysiąść zdecydowanie
dłużej niż w przypadku piosenek takich tuzów jak Peja czy Eldo. Zagmatwane
tytuły i najeżone problemami egzystencjonalnymi teksty nie były jednak tak
bardzo przystępne, dlatego też twórczość Rostkowskiego i „Spaso” pozostawała
długo w „Undergroundzie”.
Niemniej jednak młodzi raperzy zdobyli na rynku na tyle dużo uznania by
udało im się wydać w 2004 roku swój drugi album pt. Płyta Skirtotymiczna. Na
kolejny krążek przyszło nam czekać do 2005 roku, kiedy do światło dzienne
ujrzała płyta zatytułowana po prostu: Neurofotoreceptoreplotyka, jako magia
bytu. Właśnie ta trzecia płyta odniosła największy sukces uzyskując nominację
do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyka w kategorii „album
roku hip/hop/R&B”. Niestety nie udało im się wygrać (ustąpili miejsca
zespołowi Sistars) a wkrótce potem zespół zawiesił swoją działalność w związku
z podjęciem solowej działalności artystycznej przez Rostkowskiego.
Do dzisiaj nie wiem
jak określić to zdarzenie. Doskonały w swojej formie Kanał Audytywny rozpadł
się zanim zdążył na stałe zawojować zepsuty napływowym gównem rynek hiphopowy;
L.U.C zaś jeszcze nigdy wcześniej nie pokazał się nam, jako artysta solowy. Czy
mogło się to udać? Jak się okazuje tak! 19 czerwca 2006 roku ukazał się
debiutancki album rapera zatytułowany Haelucenogenoklektyzm. Gościnnie w
nagraniach wzięli udział artyści tacy jak Leszek Możdżer czy też Igor Pudło
(znany publice z duetu producenckiego Skalpel). Płyta trzymała poziom wcześniejszych
wydawnictw zespołu Rostkowskiego. Słuchając poszczególnych piosenek znów
mieliśmy okazję wybrać się w niezwykle interesująca podróż po psychice ludzkiej
zahaczając przede wszystkim o te aspekty naszego bytu, które odzwierciedlały najdokładniej
postać, jaką jest L.U.C. Rostkowski nie
zasypiał jednak gruszek w popiele. Już rok później ukazał się album nagrany
przez niego w duecie ze znanym w środowisku Rahimem zatytułowany
Homoxymoronomatura. Krążek dość poważnie traktował o problemach „dręczących”
ekosystem i o wpływie społeczeństwa na trwały rozpad otaczającego nas
środowiska. Degeneracja drzewa, jako upadek ludzkości? Mimo naznaczenia
ideologią „zielonych” było to niezwykle smaczne a kawałki takie jak „Wirus
Homosapiens” do dzisiaj figurują na mojej playliście.
I tu dochodzimy do najciekawszego albumu rapera, jakim jest wydany w 2008
roku Planet L.U.C. Można śmiało rzec, że pan Łukasz, jako artysta osiągał
powoli szczyty swojej kreatywności. Wydawnictwo łączyło w sobie, bowiem aż
cztery dziedziny sztuki: muzykę, film, literaturę oraz grafikę. Albumowi towarzyszą,
więc między innymi:
1.
Film zrealizowany przez Piotra Bartosa ukazujący
świat widziany oczami L.U.C
2.
Książeczka stylizowana na serię „Poczytaj mi
mamo” o tytule „Porymuj mi Lucu”.
3.
Wydawnictwo DVD pt. Homoxymoronomatura Live
zrealizowane z Rahimem
L.U.C dość sporo
poświęcił swojej muzyce, dlatego też nie zdziwił mnie fakt, iż po roku ukazał
się kolejny album artysty. 17 września 2009 roku był dniem, w którym „świętowaliśmy”
70 rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich na terytorium polski jak również
mieliśmy okazję ujrzeć na półkach sklepowych płytkę znanego nam już rapera
zatytułowaną 39/89 – Zrozumieć Polskę. Album w formie słuchowiska stanowił dość
luźną prezentację nieodległej historii Polski. Muzyka na nim łączyła w sobie
elementy melodii filmowych, kameralnych, jazzowych jak również tych
odpowiadających gatunkowi rap. Stanowi ona m.in. tło dla głosów postaci takich
jak Józef Beck, Adolf Hitler, Stefan Starzyński czy też Jan Paweł II i Lech
Wałęsa. Wszystko to oplecione zostało skreczami Dawida Szczęsnego. W lipcu 2010
roku album otrzymał nominację do nagrody Superjedynki w kategorii „Płyta hip
hop”.
Kolejnym krążkiem na
dość krętej drodze twórczości Łukasza L.U.C Rostkowskiego był wydany w 2010
roku krążek zatytułowany PyyKyCyKyTyPff. Nagrania ukazały się dzięki wytwórni
EMI Music Poland gdzie wszystkie zostały zrealizowane bez zastosowania
instrumentów. Zastąpił je, bowiem modulowany głos rapera, który pokazał swoje umiejętności,
jako beatboxer w teledysku promującym płytę. Utwór, „Kto jest ostatni” doczekał
się wideo reżyserowanego przez samego autora piosenki. Warto powiedzieć o tym,
iż wystąpił w nim gościnnie kolejny „filar” polskiego rapu Abradab. Ostatnie krążki rapera zostały wydane w 2011
roku. Po powtórce cyklu Zrozumieć Polskę, jakim był krążek zatytułowany Warsaw
WAR/SAW. Zrozumieć Polskę, doczekaliśmy się wydanego w październiku albumu „Kosmostumostów”.
Ciekawostką była promocja dotycząca tej można by rzec „biografii” autora. Tak, więc reklamowano płytę w formie komiksu,
murali jak również spektakli teatralnych.
L.U.C jest
zdecydowanie jednym z najlepszych raperów w naszym kraju i jest godny uwagi
moim zdaniem o wiele bardziej niż debile pokroju Peji czy Tedego. Oczywiście
taka forma rapu też jest potrzebna jednak swoim poziomem dorównuje ona moim zdaniem
muzyce zespołów takich jak Weekend czy też Bayer Full. Lekka przyjemna forma rozrywki,
która dodatkowo poróżnia ludzi wprowadzając głupie przeświadczenie, iż każdy
człowiek znajdujący się poza naszym osiedlem czy klubem piłkarskim jest naszym
wrogiem. Pamiętajmy o rapie z lat, 90 kiedy to prym wiodła Paktofonika czy też
Kaliber 44 i przestańmy się dziwić temu, iż rapu może słuchać zadeklarowany fan
metalu czy techno. Muzyka powinna łączyć nie dzielić, czego konkluzją w ujęciu
dzisiejszego artykułu jest moja zachęta do odpalenia twórczości L.U.C. Nowi
fani hip-hopu zaczną słuchać czegoś inteligentnego i może sięgną po starsze
wydawnictwa, zaś tym starszym na pewno zakręci się łezka w oku (oczywiście po
dogłębnej analizie treści przekazywanych przez artystę).
Przeczytałem z satysfakcją kilka notek tego bloga, muszę przyznać, że po stylu wypowiedzi, "podejściu do tematu" dochodzę do wniosku, że autor tego bloga wie co przysłowiowej trawie piszczy mimo, iż z nie wszystkimi tezami tego bloga się zgadzam
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Rolo
Nie ma to jak konstruktywna opinia ;) Każdy ma prawo do wygłoszenia swojej opinii więc podchodzę do sprawy dość subiektywnie niemniej jednak robię to z nadzieją na dość merytoryczne dywagacje w podanych tematach tak więc dzięki za komentarz. Say no to hate ! :)
OdpowiedzUsuń