środa, 27 marca 2013

L.U.C - ambitniejsza strona rapu



                Chcąc uniknąć monotematyczności na moim blogu postanowiłem opisać jednego z moich ulubionych „raperów”. Czemu umieściłem tą nazwę w cudzysłowie? Zrobiłem to, ponieważ bohaterem mojego tekstu nie będzie typowy „hiphopowiec”, lecz artysta. Mowa tu oczywiście o Łukaszu L.U.C Rostkowskim. Urodził się on w 1981 roku w Zielonej Górze. Obecnie jest on dość znanym (w niektórych kręgach) beatboxerem, reżyserem, raperem jak również producentem muzycznym. Pomińmy jednak młodość L.U.C.a kierując się głównie ku jego dokonaniom na rynku. 

                Początkiem jego komercyjnej kariery było założenie wraz z Bartłomiejem „Spaso” Spasowskim zespołu o nazwie „Kanał Audytywny” w 2003 roku. Początki mieli niezwykle trudne jednak już rok później udało im się zagrać pierwszy koncert jak również wydać swój nielegal zatytułowany Spasoasekuracja. Moim zdaniem była to mała rewolucja gdyż ich twórczość w dobie popularnego dzisiaj nurtu „gangsta” odznaczała się głębokimi, inteligentnymi tekstami, nad którymi trzeba było przysiąść zdecydowanie dłużej niż w przypadku piosenek takich tuzów jak Peja czy Eldo. Zagmatwane tytuły i najeżone problemami egzystencjonalnymi teksty nie były jednak tak bardzo przystępne, dlatego też twórczość Rostkowskiego i „Spaso” pozostawała długo w „Undergroundzie”.
Niemniej jednak młodzi raperzy zdobyli na rynku na tyle dużo uznania by udało im się wydać w 2004 roku swój drugi album pt. Płyta Skirtotymiczna. Na kolejny krążek przyszło nam czekać do 2005 roku, kiedy do światło dzienne ujrzała płyta zatytułowana po prostu: Neurofotoreceptoreplotyka, jako magia bytu. Właśnie ta trzecia płyta odniosła największy sukces uzyskując nominację do nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyka w kategorii „album roku hip/hop/R&B”. Niestety nie udało im się wygrać (ustąpili miejsca zespołowi Sistars) a wkrótce potem zespół zawiesił swoją działalność w związku z podjęciem solowej działalności artystycznej przez Rostkowskiego. 


                Do dzisiaj nie wiem jak określić to zdarzenie. Doskonały w swojej formie Kanał Audytywny rozpadł się zanim zdążył na stałe zawojować zepsuty napływowym gównem rynek hiphopowy; L.U.C zaś jeszcze nigdy wcześniej nie pokazał się nam, jako artysta solowy. Czy mogło się to udać? Jak się okazuje tak! 19 czerwca 2006 roku ukazał się debiutancki album rapera zatytułowany Haelucenogenoklektyzm. Gościnnie w nagraniach wzięli udział artyści tacy jak Leszek Możdżer czy też Igor Pudło (znany publice z duetu producenckiego Skalpel). Płyta trzymała poziom wcześniejszych wydawnictw zespołu Rostkowskiego. Słuchając poszczególnych piosenek znów mieliśmy okazję wybrać się w niezwykle interesująca podróż po psychice ludzkiej zahaczając przede wszystkim o te aspekty naszego bytu, które odzwierciedlały najdokładniej postać, jaką jest L.U.C.  Rostkowski nie zasypiał jednak gruszek w popiele. Już rok później ukazał się album nagrany przez niego w duecie ze znanym w środowisku Rahimem zatytułowany Homoxymoronomatura. Krążek dość poważnie traktował o problemach „dręczących” ekosystem i o wpływie społeczeństwa na trwały rozpad otaczającego nas środowiska. Degeneracja drzewa, jako upadek ludzkości? Mimo naznaczenia ideologią „zielonych” było to niezwykle smaczne a kawałki takie jak „Wirus Homosapiens” do dzisiaj figurują na mojej playliście. 


I tu dochodzimy do najciekawszego albumu rapera, jakim jest wydany w 2008 roku Planet L.U.C. Można śmiało rzec, że pan Łukasz, jako artysta osiągał powoli szczyty swojej kreatywności. Wydawnictwo łączyło w sobie, bowiem aż cztery dziedziny sztuki: muzykę, film, literaturę oraz grafikę. Albumowi towarzyszą, więc między innymi:

1.       Film zrealizowany przez Piotra Bartosa ukazujący świat widziany oczami L.U.C


2.       Książeczka stylizowana na serię „Poczytaj mi mamo” o tytule „Porymuj mi Lucu”.
3.       Wydawnictwo DVD pt. Homoxymoronomatura Live zrealizowane z Rahimem

 
L.U.C dość sporo poświęcił swojej muzyce, dlatego też nie zdziwił mnie fakt, iż po roku ukazał się kolejny album artysty. 17 września 2009 roku był dniem, w którym „świętowaliśmy” 70 rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich na terytorium polski jak również mieliśmy okazję ujrzeć na półkach sklepowych płytkę znanego nam już rapera zatytułowaną 39/89 – Zrozumieć Polskę. Album w formie słuchowiska stanowił dość luźną prezentację nieodległej historii Polski. Muzyka na nim łączyła w sobie elementy melodii filmowych, kameralnych, jazzowych jak również tych odpowiadających gatunkowi rap. Stanowi ona m.in. tło dla głosów postaci takich jak Józef Beck, Adolf Hitler, Stefan Starzyński czy też Jan Paweł II i Lech Wałęsa. Wszystko to oplecione zostało skreczami Dawida Szczęsnego. W lipcu 2010 roku album otrzymał nominację do nagrody Superjedynki w kategorii „Płyta hip hop”.


                Kolejnym krążkiem na dość krętej drodze twórczości Łukasza L.U.C Rostkowskiego był wydany w 2010 roku krążek zatytułowany PyyKyCyKyTyPff. Nagrania ukazały się dzięki wytwórni EMI Music Poland gdzie wszystkie zostały zrealizowane bez zastosowania instrumentów. Zastąpił je, bowiem modulowany głos rapera, który pokazał swoje umiejętności, jako beatboxer w teledysku promującym płytę. Utwór, „Kto jest ostatni” doczekał się wideo reżyserowanego przez samego autora piosenki. Warto powiedzieć o tym, iż wystąpił w nim gościnnie kolejny „filar” polskiego rapu Abradab.  Ostatnie krążki rapera zostały wydane w 2011 roku. Po powtórce cyklu Zrozumieć Polskę, jakim był krążek zatytułowany Warsaw WAR/SAW. Zrozumieć Polskę, doczekaliśmy się wydanego w październiku albumu „Kosmostumostów”. Ciekawostką była promocja dotycząca tej można by rzec „biografii” autora.  Tak, więc reklamowano płytę w formie komiksu, murali jak również spektakli teatralnych. 

 
                L.U.C jest zdecydowanie jednym z najlepszych raperów w naszym kraju i jest godny uwagi moim zdaniem o wiele bardziej niż debile pokroju Peji czy Tedego. Oczywiście taka forma rapu też jest potrzebna jednak swoim poziomem dorównuje ona moim zdaniem muzyce zespołów takich jak Weekend czy też Bayer Full. Lekka przyjemna forma rozrywki, która dodatkowo poróżnia ludzi wprowadzając głupie przeświadczenie, iż każdy człowiek znajdujący się poza naszym osiedlem czy klubem piłkarskim jest naszym wrogiem. Pamiętajmy o rapie z lat, 90 kiedy to prym wiodła Paktofonika czy też Kaliber 44 i przestańmy się dziwić temu, iż rapu może słuchać zadeklarowany fan metalu czy techno. Muzyka powinna łączyć nie dzielić, czego konkluzją w ujęciu dzisiejszego artykułu jest moja zachęta do odpalenia twórczości L.U.C. Nowi fani hip-hopu zaczną słuchać czegoś inteligentnego i może sięgną po starsze wydawnictwa, zaś tym starszym na pewno zakręci się łezka w oku (oczywiście po dogłębnej analizie treści przekazywanych przez artystę).

2 komentarze:

  1. Przeczytałem z satysfakcją kilka notek tego bloga, muszę przyznać, że po stylu wypowiedzi, "podejściu do tematu" dochodzę do wniosku, że autor tego bloga wie co przysłowiowej trawie piszczy mimo, iż z nie wszystkimi tezami tego bloga się zgadzam
    Pozdrawiam
    Rolo

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak konstruktywna opinia ;) Każdy ma prawo do wygłoszenia swojej opinii więc podchodzę do sprawy dość subiektywnie niemniej jednak robię to z nadzieją na dość merytoryczne dywagacje w podanych tematach tak więc dzięki za komentarz. Say no to hate ! :)

    OdpowiedzUsuń