środa, 27 marca 2013

Rozrywka - Muzyka - Telewizja cz2

            Po dłuższej przerwie – spowodowanej nagłymi, przymusowymi, wycieczkami powracam z drugą częścią artykułu poświęconego programom muzyczno-rozrywkowym w Polsce. 

            W ostatnim „odcinku” przerobiliśmy wszystkie najważniejsze programy telewizji polskiej. Teraz przyszła kolej na ukochany przez wszystkie babcie Polsat. Stacja jest jedną z 20 części składowych spółki „Telewizja PolSat” mieszczącej się w warszawie. Przygoda ze słoneczkiem rozpoczęła się w 1992 roku i trwa do dzisiaj czyniąc ten kanał jednym z najbardziej popularnych w Polsce. Zadziwiająco duża (nawet jak na telewizje komercyjne) oglądalność bardzo szybko przyczyniła się do wzrostu poziomu emitowanych programów jak też do rozszerzenia liczby programów które obejmowała ówczesna (można by rzec XX wieczna x) ) ramówka. Obecnie najbardziej popularne są sitcomy czy też paradokumenty w stylu, „Dlaczego ja”, „Pamiętniki z Wakacji” czy też legendarne „Trudne Sprawy” nie obejmują jednak swoją tematyką moich zainteresowań, dlatego też wieńcząc krótki opis historii stacji zajmiemy się pierwszym z programów muzycznych – „Must be the Music”.

            „Must be the Music” jest konkursem, w którym udział mogą wziąć nie tylko wokaliści, ale także zespoły, chórki, beatbokserzy czy też instrumentaliści. Do castingów, które emitowane są na antenie zostaje wybranych tylko 150 uczestników z całej puli, która zgłosiła swój udział w programie w największych miastach w kraju. Uczestnicy występują wówczas przed jury, które następnie ocenia wykonanie w sposób dość „prosty” i „czytelny” (o ile tak można określić ciśnięcie przycisków odpowiadających za „tak” i „nie”). Aby uczestnik otrzymał kwalifikację do następnego etapu musi uzyskać przynajmniej trzy pozytywne noty. W przypadku rozłożenia głosów 50/50 uczestnik ma prawo do zaprezentowania drugiego wybranego przez siebie utworu. Kolejnym etapem konkursu są tak zwane (wybaczcie mi tu przejście na formę fonetyczną) „lajfy”, do których dostaje się 32 z początkowych 150 muzyków. Innowacją jest zaimplementowanie do programu facebook’owego systemu zarobkowego. Uczestnicy za każdy występ w programie otrzymują, bowiem pieniądze, których suma uzależniona jest od liczby głosów społeczności popularnego portalu. Efektem końcowym zabawy w konkurs „Must be the Music” są półfinały i oczywiście finał gdzie wygrana przynosi do kieszonki aż 100 tysięcy złotych oraz symboliczny występ na Sopot TOPtrendy bądź Sylwestrowej Nocy Przebojów, (co zależy od pory roku w czasie, której emitowany jest program). Całość zdecydowanie trzyma bardzo wysoki poziom i można śmiało stwierdzić, iż na chwile obecną jest to najbardziej profesjonalny program muzyczny w Polsce. Jest to oczywiście moja subiektywna opinia, lecz jako muzyk czuje się zobligowany do wyrażania opinii o stanie strun głosowych polskich wykonawców kaleczących się (bądź nie) na scenach w TV. Zaskakujące jest to jak wiele perełek można znaleźć odpalając skrzynkę w sobotni i niedzielny wieczór by, choć na chwilę zanurzyć się w świecie muzyki i dość niewysublimowanej rozrywki. Dowodem na to mogą być nie tylko wygrani mimo to postaram się nieco przybliżyć wam zwycięzców wszystkich edycji. 

1.     Enej – zwycięzcy pierwszej edycji. Zespół alternatywny, wykonujący muzykę na pograniczu popu i folku założony w Olsztynie. Zdecydowanie byli oni jednym z najciekawszych odkryć muzycznych ostatnich lat, co cieszy i jednocześnie zraża do obecnych trendów muzycznych, które obejmują głównie prostotę Disco-Polo. Myślę, że więcej zabawy przy muzyce zespołów takich jak Enej zdecydowanie dobrze wpływałoby na mózgi naszej społeczności. 


 2.     Maciuś Czaczyk – młody chłopaczek z motorkiem w d.. palcach;;; Gitarzysta można by rzec ; z wielką przyszłością. Już w pierwszym odcinku, kiedy go zobaczyłem musiałem przyznać, że młody coś w sobie ma, bluesowe tłuste zagrywki, bardzo mały margines błędu okraszone ogromną wręcz wrażliwością muzyczną i melodyjnością poszczególnych fraz granych utworów? Miodzio!

 
3.     LemON – jedna z najciekawszych pozycji na mojej liście, które diablo wręcz trudno jest zaklasyfikować do jakiegokolwiek znanego mi gatunku muzycznego. Na upartego dużo tu popu, są elementy rocka (zwłaszcza, gdy mówimy o wybijającym się wokaliście), choć także ich utwory zajeżdżały często folkiem… Niemniej jednak warto, warto, choć na chwilę zanurzyć się w tym specyficznym polsko- łemkowskim świecie i docenić pracę, jaką chłopaki wkładają w swoją muzykę i teksty, które potrafią zachwycić. 

 
4.     Tomasz Kowalski – umieściłem go na tej liście ze względu na to, iż wygrał czwartą edycję. Nie polecam jednak ani jego muzyki ani jego głosu. Jest on dobrym wokalista jednak jego wygrana w świetle pracy innych zespołów jest zwyczajnie śmieszna. Sentyment za ludźmi pokroju Ryśka Riedla ? Sztuczność polaczków – cebulaczków zadziwia. Następnym razem, gdy zobaczycie w programie podobnego człowieka to zamiast marnować kasę na smsy wyjdźcie na pobliski rynek i rzućcie te 3 złote jakiemuś długowłosemu grajkowi zamiast go tłuc i wyzywać od brudasów. Tak moi kochani ignoranci fenomen tego człowieka moim zdaniem utrzymywał się na podobnym poziomie jak ten Gienka Loski.

 
 I co? W sumie nic warto czekać na rozwiązanie piątej edycji by znów przeżyć te emocje i móc bawić się przez kolejne lata przy muzyce zwycięzcy tegoż programu. Mam nadzieję jednak, iż poziom eliminacji przełoży się również na finały i zaczną wygrywać zespoły pokroju Enej, czy też LemON. Póki, co nie pozostaje nam nic więcej jak czekać i co najważniejsze w tym biznesie oglądać! (wysyłając smsy). A do wycieczki po programach muzyczno-rozrywkowych wrócimy niebawem biorąc na ostrze miecza TVN.


1 komentarz: